Kolejki, których nikt nie potrafi policzyć. Resort zdrowia zauważa problem
W polskim systemie ochrony zdrowia od lat funkcjonuje jedno z najbardziej frustrujących doświadczeń pacjenta: niepewność. Nie tylko dotycząca diagnozy czy skuteczności leczenia, ale podstawowa – ile właściwie trzeba czekać. Resort zdrowia przyznaje dziś wprost: państwo nie wie, jak długo pacjenci naprawdę czekają na leczenie. Dane istnieją, raporty są publikowane, statystyki krążą w mediach, ale ich wiarygodność jest iluzoryczna. Pokazują raczej kierunek zmian niż realne doświadczenie chorego człowieka.
To właśnie ten rozdźwięk między tabelą a rzeczywistością ma zostać przecięty nowym systemem raportowania. Ministerstwo Zdrowia zapowiada reformę, która ma odpowiedzieć na pytanie, z którym pacjenci mierzą się codziennie, dzwoniąc do rejestracji: czy w ogóle jest sens czekać.
Przeczytaj również: Jak niewyrównany zgryz wpływa na trwałość implantu?
Resort zdrowia oznajmia: Fikcyjne terminy i papierowa rzeczywistość
Oficjalne terminy publikowane przez Narodowy Fundusz Zdrowia od lat budzą wątpliwości. W teorii mają pomagać pacjentom znaleźć miejsce z najkrótszą kolejką. W praktyce często nie mają wiele wspólnego z rzeczywistością. Jeśli świadczeniodawca nie raportuje danych, system potrafi pokazać zerowy czas oczekiwania. Zero – czyli informację, która brzmi jak dobra wiadomość, ale bywa czystą fikcją.
Założyciel Fundacji Watch Health Care, Krzysztof Łanda, nie owija w bawełnę: prawdziwy czas oczekiwania pacjent poznaje dopiero wtedy, gdy dodzwoni się do rejestracji. A i to nie zawsze, bo w części placówek zapisy nadal prowadzi się w zeszycie leżącym na biurku.
Twoje zdrowie zasługuje na najlepsze. Zachęcamy do skorzystania z usług fizjoterapia Poznań.
Dane, które pokazują tylko trend
Coroczne raporty Fundacji Watch Health Care stały się ważnym punktem odniesienia w debacie publicznej. Pokazują, czy dostępność świadczeń się poprawia, czy pogarsza. Jak podkreśla Bernard Waśko, dyrektor Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego i były wiceprezes NFZ, ich największą wartością jest spójność metodologii i możliwość obserwowania zmian w czasie. Ale nawet on przyznaje, że na ich podstawie nie da się uczciwie powiedzieć pacjentowi, ile będzie czekał na konkretny zabieg.
Problem polega na tym, że zarówno dane NFZ, jak i analizy Watch Health Care opisują system z lotu ptaka. Pacjent natomiast porusza się w nim krok po kroku, etapami, z których każdy oznacza osobną kolejkę.
PCUŚ – próba zmierzenia prawdy
Resort Zdrowia proponuje nowy system raportowania: PCUŚ, czyli prognozowany czas oczekiwania na udzielenie świadczenia. Projekt trafił do konsultacji społecznych i – zgodnie z planem – ma wejść w życie 1 lipca. To nie kosmetyczna zmiana, lecz próba uporządkowania chaosu.
Nowy system ma opierać się na prostym, ale dotąd niewykorzystywanym założeniu: liczy się faktyczny czas od rejestracji pacjenta do momentu udzielenia świadczenia. Dane będą wyliczane przez NFZ na podstawie średniej z ostatnich sześciu miesięcy i publikowane osobno dla przypadków pilnych i stabilnych, dla każdego szpitala, poradni i konkretnego świadczenia.
PCUŚ obejmie wyłącznie pacjentów pierwszorazowych, czyli tych, którzy zgłaszają się z nowym skierowaniem. To właśnie ten moment – wejście do systemu – jest dziś najbardziej nieprzejrzysty i stresujący.
Resort zdrowia ostrzega: Etapowość, która niszczy zdrowie
Eksperci zgodnie podkreślają, że samo policzenie pierwszej kolejki nie rozwiąże wszystkich problemów. Przewodnicząca Ogólnopolskiej Federacji Onkologicznej, Dorota Korycińska, zwraca uwagę na dramatyczną lukę pomiędzy podejrzeniem choroby a realnym rozpoczęciem leczenia. W onkologii pacjent często utknie na miesiące w procesie diagnostycznym, zanim w ogóle dostanie kartę DILO i trafi do terapii.
To właśnie ta etapowość – suma wielu mniejszych oczekiwań – rujnuje zdrowie i psychikę pacjentów. PCUŚ może stać się narzędziem, które pozwoli wreszcie te etapy złożyć w całość i zobaczyć, jak długo naprawdę trwa leczenie, a nie tylko pojedyncza wizyta.
Nie każdy dorosły zdaje sobie sprawę z tego, że braki w uzębieniu należy uzupełniać. Rekomendujemy usługę implanty Wrocław.
Kolejki stoją w miejscu, portfele się kurczą
Z najnowszego barometru Watch Health Care wynika, że średni czas oczekiwania na świadczenie w 2025 roku wyniósł 4,2 miesiąca – dokładnie tyle samo co rok wcześniej. To jednak nie oznacza stabilizacji systemu. Od 2012 roku kolejki wydłużyły się dwukrotnie, mimo rosnących nakładów na ochronę zdrowia. Przykład? Od wizyty u lekarza rodzinnego do operacji żylaków kończyn dolnych mija ponad 30 miesięcy.
Jednocześnie, jak zauważa były wiceminister zdrowia Janusz Cieszyński, pacjenci coraz częściej płacą za leczenie z własnej kieszeni. To pierwszy taki wzrost od dekady. W praktyce oznacza to ciche wypychanie chorych z systemu publicznego do prywatnego. Ten, kto ma pieniądze, skraca kolejkę. Ten, kto ich nie ma, zostaje w niej na lata.
Dane Główny Urząd Statystyczny potwierdzają ten trend: prywatne wydatki na ochronę zdrowia w 2024 roku osiągnęły 64,5 mld zł, z czego niemal 48 mld pochodziło bezpośrednio z kieszeni gospodarstw domowych.
Odwrócona piramida i pytanie o przyszłość
Według wiceministra zdrowia Tomasza Maciejewskiego receptą na kolejki ma być tzw. odwrócona piramida świadczeń, czyli przenoszenie leczenia jak najbliżej podstawowej opieki zdrowotnej. Mniej szpitali, więcej poradni przyszpitalnych i większa rola lekarza rodzinnego. To element reform zapoczątkowanych jeszcze za czasów, gdy resortem kierowała Izabela Leszczyna.
Pytanie brzmi jednak, czy bez rzetelnych danych da się przeprowadzić jakąkolwiek reformę. PCUŚ ma być odpowiedzią na ten brak wiedzy. Jeśli zadziała, może po raz pierwszy od lat dać pacjentom coś więcej niż obietnice: uczciwą informację. A od niej zaczyna się zaufanie do systemu, który dziś zbyt często zmusza ludzi do wyboru między zdrowiem a finansowym bezpieczeństwem.

