Leczenie onkologiczne niezgodne ze standardami przestaje być jednostkowym problemem, a zaczyna zjawiskiem o skali systemowej. Eksperci alarmują, że nawet co piąty pacjent trafiający do Krajowej Sieci Onkologicznej rozpoczyna terapię w sposób, który znacząco pogarsza jego rokowanie. W praktyce oznacza to utracone szanse na skuteczniejsze leczenie, a czasem także na wyleczenie.
Leczenie onkologiczne niezgodne ze standardami w Krajowej Sieci Onkologicznej
Jak podkreśla prof. Stanisław Kłęk z Narodowego Instytutu Onkologii w Krakowie, skala problemu jest poważna. Do ośrodków referencyjnych trafiają pacjenci, których leczenie rozpoczęto po operacjach wykonanych w szpitalach SOLO I, a czasem także SOLO II, bez zachowania obowiązujących standardów.
Co istotne, w pierwszych miesiącach funkcjonowania Krajowej Sieci Onkologicznej po kwietniu 2025 roku odsetek takich chorych sięgał nawet 30 procent. Obecnie, choć sytuacja nieco się poprawiła, nadal może dotyczyć około 20 procent pacjentów. Tymczasem są to wyłącznie dane dotyczące chorych, którzy trafili pod kontrolę dużych ośrodków onkologicznych.
Przeczytaj także: Leki krytyczne – decyzja, która może zmienić bezpieczeństwo zdrowotne Europejczyków
Leczenie bez konsylium wielodyscyplinarnego
Jednym z głównych problemów pozostaje rozpoczynanie leczenia bez udziału wielodyscyplinarnego konsylium. Tymczasem to właśnie konsylium, z udziałem specjalistów różnych dziedzin, ma kluczowe znaczenie dla wyboru optymalnej ścieżki terapii.
Jak mówi Waldemar Stylo, zastępca dyrektora Narodowego Instytutu Onkologii w Krakowie, szpitale niższych poziomów referencyjności często pomijają ten etap. Zdarza się, że leczenie rozpoczynane jest wyłącznie na podstawie przesłanek finansowych. W efekcie pacjent nie otrzymuje terapii najlepiej dopasowanej do typu i zaawansowania nowotworu.
Co więcej, problem bywa głębszy. Konsylia bywają przeprowadzane jedynie formalnie. Zdarza się, że dokumentacja wykazuje obecność wymaganych specjalistów, choć faktycznie ich nie było. Bywa również, że pacjent nie jest informowany, iż jego przypadek był w ogóle omawiany.
„Ukrywanie” pacjentów onkologicznych
Zdaniem prof. Kłęka część szpitali SOLO I celowo nie zgłasza pacjentów onkologicznych do systemu. Dzieje się tak z obawy, że chorzy zostaną przejęci przez ośrodki SOLO III, a wraz z nimi odpłyną środki z NFZ.
Statystyki pokazują niepokojącą rozbieżność. W danym okresie leczonych jest więcej pacjentów, niż oficjalnie wykazanych. Zabiegi operacyjne bywają rozliczane jako przyjęcia „na ostro”, na przykład z powodu krwawienia czy niedrożności jelit, co pozwala ominąć procedury sieci onkologicznej.
W praktyce oznacza to, że pacjent nie przechodzi ścieżki, która miała chronić go przed nieoptymalnym leczeniem.
Operacje bez doświadczenia i kontroli jakości
Wielu pacjentów onkologicznych leczonych w szpitalach SOLO I ma tam wykonywane zabiegi operacyjne. Tymczasem zgodnie z zasadami Krajowej Sieci Onkologicznej część tych placówek nie powinna realizować określonych procedur, ponieważ wykonują ich zbyt mało w skali roku.
Mniejsza liczba zabiegów oznacza mniejsze doświadczenie zespołów i niższą jakość leczenia. Właśnie dlatego KSO miała opierać się na konsyliach, które na etapie planowania mogłyby wychwycić przypadki wymagające leczenia w ośrodkach o wyższym poziomie referencyjności.
Po zakończonym leczeniu onkologicznym wielu pacjentów korzysta z kompleksowego wsparcia, jakie oferuje doświadczona rehabilitacja Poznań, pomagająca wrócić do sprawności i jakości życia.
Finansowanie, które wypacza decyzje
Dlaczego w praktyce zasady te są omijane? Jak wyjaśnia Waldemar Stylo, kluczową rolę odgrywa sposób finansowania świadczeń. Szpitale mogą rozliczać leczenie onkologiczne w ramach pakietu onkologicznego, poza pakietem lub w ryczałcie.
Problem polega na tym, że wycena punktu w ryczałcie jest wyższa niż w pakiecie onkologicznym. Oznacza to, że to samo świadczenie może zostać rozliczone drożej, jeśli zostanie zakwalifikowane jako nieonkologiczne. Dodatkowo szpitale powiatowe obawiają się niewykonania ryczałtu, co skutkowałoby jego obniżeniem w kolejnym okresie.
W efekcie placówki „dopychają” ryczałt świadczeniami onkologicznymi, nie zgłaszając pacjentów do konsyliów. Dzięki temu nie słyszą, że nie powinny danego chorego operować.
Najwyższą cenę płaci pacjent
Konsekwencje takiego postępowania są dramatyczne. Jak podkreśla prof. Kłęk, niewłaściwe rozpoczęcie leczenia może znacząco pogorszyć rokowanie. W raku piersi częstym błędem jest proponowanie operacji zamiast bardzo skutecznej terapii neoadjuwantowej.
Podobnie w raku żołądka standardem powinna być laparoskopia zwiadowcza, pozwalająca ocenić rozsiew choroby. Tymczasem niektóre ośrodki wciąż tego nie wykonują, co świadczy o nieznajomości aktualnych wytycznych.
W przypadku potrójnie ujemnego raka piersi błędne rozpoczęcie leczenia może zmniejszyć szansę na wyleczenie nawet o kilkadziesiąt procent. To nie jest problem organizacyjny. To realny błąd medyczny, którego skutki ponosi pacjent.
U części chorych terapia onkologiczna wpływa również na stan jamy ustnej, dlatego pacjenci decydują się później na specjalistyczne konsultacje, jakie zapewnia ortodoncja Wrocław.
Proste rozwiązanie, trudna decyzja
Zdaniem ekspertów rozwiązanie problemu jest jasne. Nieprawidłowe postępowanie powinno skutkować brakiem rozliczenia świadczenia z NFZ. Brak konsylium lub niewdrożenie jego ustaleń powinny oznaczać brak finansowania.
Jak ocenia prof. Kłęk, wystarczyłby miesiąc, by system się zmienił. Szpitale szybko zaczęłyby przestrzegać zasad, gdyby konsekwencje finansowe były realne. Teraz decyzja leży po stronie decydentów i płatnika.
Leczenie onkologiczne niezgodne ze standardami to problem, który można ograniczyć. Wymaga to jednak odwagi systemowej i jasnego sygnału, że interes pacjenta musi stać ponad interesem finansowym placówki.



